Rok 2016

Każdy, kto w poniedziałek rano wchodził do Ośrodka, musiał zauważyć, po prawej stronie, tuż przy windzie, piętrzący się stos jedzenia. Płatki, mleko, chleb tostowy, wędliny, konserwy rybne i mięsne, chrupki, chipsy i na samym wierzchu – jak najbardziej słusznie – jajka, ułożone były ciasno w kilku plastikowych koszach. Jeden z krzątających się po holu opiekunów, odgadując jakby moje myśli, zawołał z uśmiechem: „Nie martw się, nic się nie zmarnuje. Zobaczysz, tego jeszcze braknie…” Jak się wkrótce okazało – miał on całkowitą rację. Pakując to wszystko do przyczepy, uczestnicy pięciodniowego wyjazdu do Jaworzynki z niepokojem spoglądali na zachmurzone niebo. Miniony weekend, który był jeszcze bardzo ciepły, pozostawił po sobie już tylko wspomnienia. W dniu wyjazdu temperatura była już o kilkanaście stopni niższa niż dwa dni wcześniej.

Opiekunowie przewidując za synoptykami taką sytuację zadbali, aby ich szesnastu podopiecznych zabrało ze sobą stroje na każdą porę roku, w związku z czym niemal cały parter zastawiony był bagażami. Martwili się trochę o pogodę, ale wyraźnie odczuwalny chłód na dworze nie wpłynął na pogodną atmosferę wśród wycieczkowiczów. Większość z nich wiedziała dokąd jedzie i jak będą wyglądać kolejne dni. Z planowanych górskich wędrówek udało im się jednak zrealizować tylko trzy wymarsze, z których jeden godzinny zakończył się totalnym przemoczeniem. Nieprzyjemny wiatr i ulewny deszcz, który na ostatnim odcinku zamienił się nawet w mokry śnieg, sprawiły, że kolejne wyprawy, a raczej spacery, ograniczyły się do nieoddalania się dalej niż pół godziny od domu. Korzystając z tego, że akurat nie padało wybrali się na Trzycatek – najdalej na południe położony przysiółek Jaworzynki, gdzie zbiegają się granice Polski, Czech i Słowacji. Niejednokrotnie już tam byli, lecz nigdy wyjście to nie wzbudzało aż tak dużych emocji jak tym razem. Pewnie dlatego, że tym razem wybrali się tam nocą. Było już dobrze po dwudziestej drugiej, kiedy dwunastu odważnych i wytrwałych wędrowców postanowiło skorzystać z chwilowej poprawy pogody. Wyruszyli raźno i wkrótce zdobyli założony cel, niedaleko którego rozpoczęto budowę dużego sklepu. Przechodząc koło budowy dla rozgrzewki zorganizowali sobie polową siłownię - podnosili, niczym ciężarki, elementy ułożonej w stos kostki brukowej. Nie wiadomo, czy właśnie to zachowanie, czy czysty przypadek spowodował, że nagle tuż przy nich pojawili się ochroniarze. Na szczęście kostka leżała już z powrotem na swoim miejscu i sprawa na szczęście zakończyła się poświeceniem w oczy latarkami z jednej strony i świeceniem oczami z drugiej. Nasi mieszkańcy miło będą pewnie wspominać wyjścia na basen do pobliskiego hotelu w Jaworzynce. Tam też rozegrali niezapomniany mecz piłkarski. Możliwość wygrzania się w saunie przy słotnej, jesiennej pogodzie jedną z większych przyjemności. Większa od niej była chyba tylko możliwość wspólnego przygotowywania posiłków i ich późniejsze, również wspólne spożywanie. Wszelkie zajęcia w kuchni przebiegały w prawdziwie rodzinnej atmosferze.
W tej to atmosferze rodziły się placki ze śmietaną czy z cukrem na chlebie (jak kotlet), naleśniki z karmelizowanymi bananami, grillowane w piekarniku kiełbaski, masełko czosnkowe do świeżego pieczywa, czy zapiekanki z serem i szynką. Rodziły się by wkrótce zginąć w brzuchach szczęśliwych łakomczuchów. Z tym szczęściem na twarzy wrócili do Ośrodka. „Ale my zmokli, ale było fajne…” – to wypowiedź podsumowująca i streszczająca całą tę relację.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49