Rok 2016

zajawka meczW Halembie i Kłodnicy gościła młodzież z Włoch, która przyjechała do Polski na Światowe Dni Młodzieży. Zanim spotkali się z Ojcem Świętym w Krakowie mieli okazję poznać odrobinę polskiej kultury, zwyczajów, posmakować trochę naszej, innej niż znana im śródziemnomorska, kuchni. Mieszkali w domach parafian, którzy zadeklarowali chęć przyjęcia gości, w rodzinach, które starały się uczynić ich pobyt jak najbardziej atrakcyjnym. O atrakcje dbały też goszczące ich parafie. Na czwartkowy poranek zaplanowano wielki mecz. Na boisku „Grunwaldu” Halemba rozgrzewali się już zawodnicy, kiedy stopniowo zapełniały się miejsca siedzące na widowni. Zanim usłyszeliśmy pierwszy gwizdek sędziego prawie wszystkie miejsca były zajęte. Na trybunach zasiadło też wielu naszych wychowanków, którzy bardzo przeżywali swój udział w meczu rangi międzynarodowej. Na boisku również mieliśmy swoich reprezentantów: Antka w roli zawodnika i robiącego zdjęcia pana dyrektora. Ktoś zauważył, że dawno nie było takiego meczu w Halembie, który by zgromadził aż tylu kibiców.

Proboszczowie ze Starej Halemby i Kłodnicy nie tylko przyszli dać moralne wsparcie zawodnikom, bo ksiądz Myśliwiec wcielił się również w rolę tłumacza. Piłkarze łakomym wzrokiem spoglądali w kierunku błyszczącego w słońcu pucharu, który miał trafić do zwycięskiej drużyny. Widać było, że pojedynek będzie zacięty. Było wyjątkowo ciepło. Rozległ się pierwszy gwizdek. Ożyły trybuny. Dziewczęta i nieliczni chłopcy (głównie księża) siedzący w umownym sektorze dla gości od razu przystąpili do dopingowania swoich zawodników, którzy mimo tego, że bardzo chcieli odwdzięczyć się za tak wspaniały doping, wkrótce stracili pierwszą bramkę ulegając gospodarzom. Obudziło to naszych kibiców. Nie chcieli widać być gorsi i też chóralnie próbowali dopingować swoich. Repertuar Włochów był jednak znacznie bogatszy. Ich śpiewy i okrzyki okraszane oklaskami i dźwiękami różnego rodzaju grzechotek nagradzały każdy udany odbiór piłki i każdą składną akcję. Padały jednak kolejne gole. Przewaga gospodarzy powiększała się i choć jedną z najpiękniejszych bramek w meczu, z wolnego, strzelili Włosi, to nie zaważyła ona na wyniku. Ostatecznie spotkanie zakończyło się pogromem zawodników z Italii, a wynik 10 : 2 dla Polski, która bodaj w tym jednym momencie okazała się bardzo niegościnna, przejdzie pewnie do historii piłki nożnej. Dwa tygodnie po Mistrzostwach Europy, na których Polacy zaprezentowali się ostatecznie bardzo dobrze, ich młodsi koledzy ze Śląska udowodnili, że nie tylko nasza reprezentacja stanęła w końcu na nogi, ale podniósł się również poziom footballu podwórkowego. Puchar pozostał w Halembie. Radość zwycięzców mieszała się z… radością przegranych, bo jak się okazało wynik meczu wcale nie wpłynął na obniżenie poziomu dobrego nastroju. Nadal powiewały flagi polskie i włoskie, a z trybun wznosił się chóralny śpiew Alleluja! Chrystus Zmartwychwstał! Jezus żyje! Jakże się więc smucić? Czyż jest jakiś powód, który mógłby przysłonić taki powód do radości? Z przyjemnością obserwowaliśmy zarówno to co się działo na boisku w trakcie meczu jak i entuzjazm jednych i drugich kibiców. Stojący obok mnie nasz Tomek w pewnym momencie trącił mnie łokciem: „Nie wiem już co mam robić… Czy patrzeć na ten mecz, czy na te dziołchy…” Nie wiedziałem co mu doradzić, ale widziałem, że jest to dla niego ważne, więc powiedziałem niepewnie: „Nie wiem Tomek…”, co chyba odebrał, że mam podobny dylemat, bo tylko się uśmiechnął…


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49