Rok 2015

zajawka olomuniecKilkanaście już razy pielgrzymowaliśmy w różne miejsca kultu Matki Bożej i wielu świętych, których ślady znajdują się od Rudy Śląskiej w odległości możliwej do pokonania autokarem w ciągu kilku godzin. W tym roku, na tradycyjną, wrześniową pielgrzymkę pracowników i członków ich rodzin, udaliśmy się na południe i po raz pierwszy w historii naszego pielgrzymowania przekroczyliśmy granicę naszego kraju. Naszym celem był Ołomuniec, należący przez wieki do najbardziej znaczących miast Królestwa Czeskiego. Już w drugiej połowie IX wieku, na prośbę patriarchy Konstantynopola, przybyli tu z misją ewangelizacyjną Cyryl i Metody, dziś patroni i miasta i całej Europy. Dzięki swojemu położeniu, uniwersytetowi oraz duchowym i kulturowym tradycjom przez długie stulecia stanowił on naturalne centrum Moraw. Centrum zabytkowe Ołomuńca, któremu przewodzi Kolumna Przenajświętszej Trójcy, jest drugim po Pradze najważniejszym obiektem chronionym w Republice Czeskiej.

Najważniejszym jednak powodem, dla którego my tak chętnie odwiedziliśmy historyczną stolicę Moraw był fakt, że właśnie w Ołomuńcu, w tamtejszej katedrze pod wezwaniem św. Wacława znajduje się grób i relikwie św. Jana Sarkandra.
Św. Jan Sarkander urodził się 20 grudnia 1576 r. w Skoczowie nad Wisłą (na Śląsku Cieszyńskim), skąd pochodził jego ojciec. Matka była szlachcianką, która po śmierci pierwszego męża przybyła tam z Moraw. Jan miał czterech braci: przyrodniego Mateusza oraz rodzonych Wacława, Pawła i Mikołaja. Był z nich najmłodszy. Ochrzczony został w Skoczowie. Kiedy miał 12 lat, stracił ojca i cały trud utrzymania rodziny spadł na matkę. Rodzina przeniosła się do Przybora na Morawach, gdzie mieszkał Mateusz Welczowski, syn matki Jana z pierwszego małżeństwa. Jan uczęszczał tam do katolickiej szkoły parafialnej, skąd udał się do jezuickiego kolegium w Ołomuńcu. Następnie na akademii w Ołomuńcu rozpoczął studia filozoficzne, by kontynuować je na uniwersytecie w Pradze. Studia uniwersyteckie uwieńczył stopniem doktora w 1603. W latach 1604-1608 odbył studia teologiczne w Grazu, już z wyraźnym zamiarem poświęcenia się na służbę Bożą. Ukończył je zdobyciem stopnia doktora. Prawdopodobnie decyzję o wstąpieniu do stanu duchownego podjął po śmierci narzeczonej, Anny Płaheckiej. W roku 1607 przyjął niższe święcenia kapłańskie, a w roku 1609 otrzymał święcenia prezbiteratu. Miał wówczas 33 lata. Biskup przeznaczył młodego kapłana na wikariusza do Jaktaru koło Orawy. Następnie powierzono mu podobne stanowisko w Uszczowie, gdzie został aresztowany pod zarzutem udzielania bratu, Mikołajowi, pomocy w ucieczce z więzienia. W więzieniu w Kromieryżu spędził osiem miesięcy. Po uwolnieniu wędrował po różnych parafiach jako wikariusz. Wreszcie, w roku 1616, został mianowany proboszczem w Holeszowie, oddalonym 10 km od Ołomuńca. Wielkorządca Moraw odebrał właśnie kościół parafialny husytom i jako katolik oddał go jezuitom. Ci zaproponowali na proboszcza właśnie Jana Sarkandra, gdyż znany był on już wtedy jako niezłomny obrońca wiary. Gorliwy proboszcz z pomocą nie mniej gorliwych jezuitów zabrał się do odzyskania utraconych owieczek. W ciągu jednego roku zdołał przywrócić Kościołowi katolickiemu 250 odstępców. To ściągnęło na niego prześladowania ze strony husytów i protestantów. Doszło nawet do tego, że urządzano na niego zamachy. Przez pewien czas nie mógł wtedy odprawiać Mszy świętej, musiał się ukrywać. Kiedy w 1618 r. wybuchła wojna trzydziestoletnia, przynaglony przez swoich parafian opuścił Holeszów. Jako pielgrzym udał się do Częstochowy. Spędził tam miesiąc. Kiedy wracał, w Rybniku dowiedział się, że luteranie zajęli kościół w Holeszowie. Udał się wówczas do Krakowa, gdzie zamieszkał w jednym z klasztorów. Ponieważ nie przyjęto jego rezygnacji z urzędu proboszcza, wrócił na swoją placówkę. W 1620 r. uchronił miasto przed grabieżą i spaleniem. Wyszedł odważnie z procesją i Najświętszym Sakramentem naprzeciw nadciągającym wojskom lisowczyków, czyli oddziałom lekkiej jazdy polskiej, która nie otrzymywała żołdu i utrzymywała się z łupów wojennych. Nie wahali się oni łupić również ludności cywilnej. Widząc jednak procesję odstąpili od swych zamiarów i pozostawili w spokoju katolików. I właśnie, ze względu na wspomnianą procesję, która została odczytana jako szczególnie uroczyste powitanie znienawidzonych przez protestantów oddziałów, został przez swoich przeciwników posądzony o ich sprowadzenie. 13 lutego 1620 roku został aresztowany i uwięziony. Był okrutnie torturowany. Wśród obelżywych słów usiłowano wymusić na proboszczu przyznanie się do zdrady stanu i narodu przez sprowadzenie najeźdźców. Chciano w ten sposób dać powód do powszechnego prześladowania katolików. Kiedy uwięziony kapłan nie chciał się przyznać do czynu, którego nie popełnił, zastosowano wobec niego tortury. Wyciągnięto go na "skrzypcach", tak że pękały na nim ścięgna, a kości wychodziły ze stawów. Potem zaczęto mu palić piersi zapalonymi pochodniami. Po czwartym przesłuchaniu, 17 lutego, zarzucono mu wprost, że spowiadał się u niego wielkorządca Moraw, dlatego Jan powinien powiedzieć, jakie tajemnice mu on zawierzył. Ponieważ męczennik stanowczo odmówił. Ponownie zaczęto więc rozciągać jego ciało, przypalać ogniem, głowę ściskać żelazną obręczą, do nóg przywiązywać kamień, by mięśnie i ścięgna naciągnąć aż do zerwania. Co pewien czas zdejmowano ofiarę i grożono nowymi katuszami, byle zmusić ją do obciążających zeznań. Tortury trwały trzy godziny. Kiedy odniesiono w końcu kapłana do więzienia, był już na pół żywy. Miał jednak zdumiewająco odporny organizm. W więzieniu męczył się jeszcze miesiąc. Dopiero 17 marca 1620 roku, na skutek odniesionych obrażeń, oddał Bogu ducha. Po siedmiu dniach udało się w końcu katolikom wydobyć ciało Męczennika z więzienia. Ubrano je w szaty liturgiczne i urządzono pogrzeb. Protestanci jednak rozbili pochód. Po długich zabiegach udało się uzyskać zezwolenie na pochowanie Jana Sarkandra w kościele Najświętszej Maryi Panny w Ołomuńcu, w kaplicy św. Wawrzyńca. Do grobu wkrótce zaczęły napływać pielgrzymki. Po upływie 100 lat kardynał Wolfgang Schrattenbach rozpoczął proces kanoniczny ks. Jana. Jego ciało znaleziono wówczas w takim samym stanie, w jakim zostało pochowane. Grób Męczennika nawiedzili m.in.: król Jan III Sobieski, cesarz Karol VI i Franciszek I oraz cesarzowa Maria Teresa. Z chwilą rozpoczęcia procesu kościelnego przy jego grobie było już ok. 1200 złożonych darów wotywnych. Był czczony jako patron dobrej spowiedzi i tajemnicy spowiedzi. Papież Pius IX zaliczył Jana Sarkandra w poczet błogosławionych 6 maja 1859 roku. Świety Jan Paweł II kanonizował go 21 maja 1995 r. w Ołomuńcu w Czechach - mieście męczeńskiej śmierci Jana. Następnego dnia papież odprawił Mszę dziękczynną za kanonizację w Skoczowie, w miejscu urodzenia Świętego. Świętego, który łączy Polskę i Czechy. Na tej Mszy Świętej, a było to w pierwszym roku funkcjonowania naszego Ośrodka, mieliśmy okazję być. Był to jeden z pierwszych naszych, wspólnych wyjazdów.
W sobotni poranek, kiedy przybyliśmy do Ołomuńca, uliczki tego urokliwego miasta były nadal ciche i prawie puste. Czas jakby się tu zatrzymał, jakby wciąż było ono pogrążone we śnie. Nie spał już na szczęście ks. Bogusław Jonczyk, pochodzący z Halemby kapłan, który posługuje w Czechach już od 13 lat. Powitał nas bardzo serdecznie, gdy tylko dotarliśmy na miejsce. Już wcześniej, z księdzem Antonim, naszym ośrodkowym kapelanem, który wpadł na pomysł wyjazdu do grobu świętego łączącego Czechów i Polaków, ustalili, że przyjmie on na siebie rolę przewodnika. Z rzadka mijały nas samochody, gdy wspinaliśmy się pod górę, zmierzając do katedry św. Wacława. Na ulicach spotykaliśmy też niewielu mieszkańców. Wkrótce ukazała nam się przepiekna światynia, która w swym romańskim kształcie istniała tu już na początku XII w. Z tego okresu zachowała się część murów, ukryta pod neogotyckim płaszczem, bo taki charakter uzyskała pod koniec XIX w. Wcześniej była wielokrotnie niszczona, m.in. przez Szwedów. Jej prawdziwą ozdobą jest kilka barokowych nagrobków, z czerwonego i czarnego marmuru, oraz przepiękne kolorowe witraże. To właśnie tu znajdował się główny cel naszej pielgrzymki. Po prawej stronie, w głównej nawie, w oszklonym złotym relikwiarzu spoczywają szczątki św. Jana Sarkandra. Po wysłuchaniu opowieści o historii tego niezwykłego miejsca z ust naszego przewodnika, mogliśmy indywidualnie zwiedzić katedrę. Mieliśmy też czas na osobistą modlitwę i refleksję.
Z katedry, pod parasolami, udaliśmy się do Pałacu ołomunieckich biskupów. Ołomuniec jest czasem nazywany miastem biskupów i arcybiskupów. I rzeczywiście, ilość zabytków sakralnych przypomina o ich znaczeniu w historii regionu na przestrzeni wieków. Z rzeźbami, malowidłami podobizn ołomunieckich biskupów spotkamy się w wielu miejscach, m.in. na ścianie jednej z kamienic Starego Miasta. Wydział Teologiczny również nosi ich imiona. Pierwsze biskupstwo w Ołomuńcu powstało już w XI wieku, a w 1777 roku zostało podniesione do rangi arcybiskupstwa. Pałac Biskupi, ze słynnymi oknami w stylu romańskim, to szczególne miejsce, gdzie wstąpił na tron cesarz Franciczek Józef I. Przed bitwą pod Austerlitz prowadzili tu swoje obrady cesarz austriacki z carem rosyjskim. W miejscu tym przebywała również cesarzowa Maria Teresa oraz nasz święty papież – Jan Paweł II. Oczywiście, nie w tym samym czasie... Pałac Arcybiskupi w Ołomuńcu, pochodzący z drugiej połowy XVII wieku, jest bodaj jedynym w Europie tego typu obiektem, który nadal pełniąc swoją funkcję, został udostępniony do zwiedzania. Zwiedzającym oferuje się tu ciekawą trasę z bogato udekorowanymi salami reprezentacyjnymi wyposażonymi w meble w stylu rokoko, empir i neobaroku. Oprócz dobrze zachowanych miejsc i sal związanych z wizytami w pałacu wielkich postaci historycznych, mieliśmy okazję zobaczyć biskupią bibliotekę, która liczy 91 tys. ksiąg, wśród których najstarsza - "Sakramentarium" - pochodzi z IX wieku.
Po wyjściu z Pałacu Biskupiego udaliśmy się do znajdującego się w trakcie remontu barokowego kościoła Marii Panny Śnieżnej. Ta piękna niegdyś świątynia, ograbiona w czasach komunizmu z najcenniejszych, znajdujących się tam, zabytków sztuki sakralnej, została zbudowana przez jezuitów w latach 1712 -1719. W miejscu tym znajdował się wcześniej klasztor franciszkanów. Kościół pełnił też funkcję kościoła uniwersyteckiego. W 1778 roku został jednak przekształcony w kościół garnizonowy i pozostał nim aż do roku 1952, kiedy to postanowiono, że czeskie wojsko już nie potrzebuje kapelanów, ani kościołów i stał się kościołem parafialnym.
Mszę Świętą przeżywaliśmy w miejscu niezwykłym. Kaplica św. Jana Sarkandra została wybudowana na miejscu dawnego więzienia, w którym w 1620 roku był przetrzymywany i torturowany św. Jan Sarkander. Kaplica ma formę dwukondygnacyjnej, wzniesionej na planie koła, budowli, nakrytej kopułą, którą na samej górze wieńczy latarnia. Pośrodku posadzki nawy znajduje się okrągły otwór ukazujący podziemie byłego więzienia, w którym przedstawiono, zachowane do dnia dzisiejszego, narzędzia tortur z epoki świętego. W trakcie Mszy Świętej modliliśmy się o dar wiary i gotowość do świadczenia o Jezusie Chrystusie w obydwu naszych krajach. Ksiądz Antoni zwrócił uwagę na pewnego rodzaju dług, jaki za przyjęty w X wieku, z tego właśnie kraju, chrzest święty, spłacamy dziś braciom Czechom poprzez pełniących w Czechach misyjną posługę polskich księży. Po ucałowaniu relikwii świętego Jana Sarkandra, ksiądz Boguś podzielił się z nami opowieścią o realiach życia w Czechach, radościach i troskach dotyczącej jego kapłańskiej posługi w kilku powierzonych mu parafiach. Z całej opowieści można było wyczytać wielkie zaangażowanie i miłość do powierzonych jego trosce ludzi, które w pracy duszpasterskiej, podobnie jak w pracy pedagogicznej są nieodzowne. To zaangażowanie doceniliśmy również w sposobie podejścia księdza Bogusia do nowej roli, jaką pełnił on tego dnia wzgledem nas, czyli do roli przewodnika.
Podczas przerwy obiadowej mieliśmy okazję pokosztować miejscowych specjałów. Prawdziwą ucztą, choć w innym niż kulinarny wymiarze, było nawiedzenie dominikańskiego kościoła pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Stojący w tym miejscu wcześniejszy gotycki kościół został poświęcony pod koniec XIII wieku, jednak do dzisiaj została z niego tylko niewielka część murów i część sklepienia prezbiterium. Obecny wygląd jest efektem gruntownej przebudowy wymuszonej przez zniszczenia, jakich dokonano w czasie wojny trzydziestoletniej. Remont został przeprowadzony w latach 1673 – 1702, a nowy, jednonawowy budynek został uwieńczony trzema kopułami. Zewnętrzny wygląd kościoła nie zdradza, że kryje on zapierające dech w piersi bogate barokowe wnętrze, odnowione w 1897 roku.
Do dalszych poobiednich zachwytów w naszej grupie przyczyniła się przede wszystkim poprawa pogody. Kiedy przechadzaliśmy się po Starym Mieście przestało własciwie padać. Przy obydwu rynkach zachwycało nas piękno, kolorowych, w większości odrestaurowanych, kamieniczek i pałacyków o zielonkawych, jasnobłękitnych i bladoróżowych fasadach. Przyglądaliśmy się i robiliśmy zdjęcia tu i ówdzie sterczącym zawadiacko ze ścian fantazyjnym rzeźbom. Podziwialiśmy liczne fontanny. Dotarliśmy w końcu do wzniesionej w latach 1716–1754, mierzącej 35 metrów wysokości Kolumny Trójcy Przenajświętszej. Już z daleka zwraca ona uwagę każdego wchodzącego na Starówkę turysty. Jak się okazało, w jej budowie brali udział wyłącznie artyści z Ołomuńca. Autorem ogólnej koncepcji był ołomuniecki mieszczanin, architekt i mistrz kamieniarski Wacław Render, który na ten cel zapisał cały swój majątek - 11 tys. florenów. Po jego śmierci dzieło kontynuowali inni. Odsłonięto je w 1754 roku w obecności cesarzowej Marii Teresy. Kolumna, zwieńczona pozłacaną rzeźbą Trójcy Świętej oraz Michała Archanioła, kryje w swym wnętrzu niewielką kaplicę. W roku 2000 wpisano ją na Listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO. Zdobi ją, największa tego typu w Europie Środkowej, barokowa grupa rzeźb, która składa się aż z 18 posągów świętych, wśród których nie zabrakło św. Maurycego, św. Wacława – patrona Czech, czy świętych Cyryla i Metodego oraz 12 figur niosących światło (lucyferów).
Na zakończenie naszego pielgrzymowania odwiedziliśmy jeszcze Święty Pagórek (Svatý Kopeček), miejsce odległe o zaledwie pięć kilometrów od Ołomuńca. Żółto-białe barokowe sanktuarium o dwóch bardzo szerokich skrzydłach przypomina z daleka magnacki pałac. Wznosi się ono na sporym pagórku, skąd roztacza się wspaniały widok na otaczające wzgórze pola. W pięknej bazylice pod wezwaniem Nawiedzenia Marii Panny, zbudowanej w miejscu, gdzie według legendy Matka Boża objawiała się pewnemu kupcowi, wspólnie odmówiliśmy dziesiątkę różańca. Budowla wzniesiona została w stylu barokowym. Naszą uwagę przykuwało bogato zdobione wnętrze oraz górujące nad całością dwie wieże. W maju 1995 roku ojciec święty Jan Paweł II podniósł tę świątynię do rangi bazyliki mniejszej.
Miejsce to od wieków stanowi cel pobożnych wędrówek dla wielu pielgrzymów. Cieszymy się, że i my mogliśmy tam pielgrzymować. Serdecznie w tym miejscu dziękujemy, zarówno naszemu kapelanowi – księdzu Antoniemu, jak i naszemu czeskiemu przewodnikowi – księdzu Bogusiowi, którego rola, jako naszego przewodnika, w tym miejscu się skończyła. Trzeba przyznać, że spisał sie znakomicie. Ustawiliśmy się na schodach, przed bramą bazyliki, do wspólnego, pamiątkowego zdjęcia. Udało się nam je zrobić już w promieniach słońca, które wprawdzie już zachodziło, ale w końcu zaświeciło tego dnia. Parasole okazały się w końcu niepotrzebne. Niektórzy zostawili je nawet wewnątrz świątyni. Może przydadzą się komuś innemu. Koszty pielgrzymki wprawdzie wzrosły w ten sposób nieznacznie, ale i tak było warto. I to jak!


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49